środa, 2 lipca 2014

#2 July?

Jejku, no! Nie wiecie, jak się cieszę, w końcu lipiec, hurra! Wyjazd do Wtelna z Oliwią zaliczony, rowerami o 21.00 po torebkę, było ok. Teraz szybki post, bo niedługo do dziadka, na działkę. Pod koniec lipca przyjeżdża wujek z rodzinką ze Szkocji, doczekać się nie mogę! W przyszłym tygodniu jakaś nocka z dziewczynami? Kto wie?

~ Powoli zaczynam czuć, że to początek wakacji, początek tego pięknego, najpiękniejszego snu. Słońce świeci jak szalone, zaczyna się rozpogadzać. Mam wielką nadzieję, że zostanie taka pogoda (albo nawet i lepsza) do końca wakacji! Boże, daj mi odetchnąć od Internetu, bo osiwieję! Potrzebuję wyjść na dwór, odetchnąć świeżym powietrzem, błagam... Niestety, uzależnienie silniejsze.

W poniedziałek jechałam z Oliwią na Osową po piankę koloryzującą do włosów, bo potrzebowałam zmiany, chciałam zaszaleć. Chciałam "popiankować" końcówki na kolor niebieski wchodzący w różowy, ale niestety, w jedynej drogerii pani miała tylko "Złoty oranż" a ja- panienka w gorącej wodzie kąpana, kupiłam ten oranż za całe 9,90 i pofarbowałam się. Ku moim wielkim nadziejom, prawie nic nie było widać, dlatego użyłam pianki po raz drugi, a moje końcówki stały się rude, a później bardziej czerwone. Ale już dzisiaj nic nie widać, bo umyłam włosy. No to sobie zaszalałam, nie ma co! 


Sama siebie zdziwiłam, bo jakąś fanką Margaret nie jestem, nawet ta jej piosenka "Wasted" działała mi na psychice, ale dziś rano, gdy się obudziłam o 8.00 i dalej zasnąć nie mogłam, znalazłam akustyczny cover, gdzie śpiewała swoją piosenkę "Thank you very much". Podoba mi się! Bardzo!




Sejonara! 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz